„Demokracja na podsłuchu” – gdy inwigilacja PiS staje się narzędziem politycznej lojalności

„Demokracja na podsłuchu” – gdy inwigilacja PiS staje się narzędziem politycznej lojalności

19 maja 2026 0 przez redakcja

Raport Fundacji Panoptykon „Demokracja na podsłuchu. Polska wobec Pegasusa i oprogramowania szpiegującego” pokazuje obraz państwa, w którym nowoczesne technologie nadzoru zaczęły funkcjonować nie tylko jako narzędzie walki z przestępczością, ale również jako instrument ochrony politycznej dominacji jednej partii – Prawa i Sprawiedliwości.

W oficjalnej narracji wszystko odbywało się „dla bezpieczeństwa państwa”, „dla walki z korupcją”, „dla ochrony obywateli”. Jednak gdy spojrzymy na listę osób objętych inwigilacją, trudno oprzeć się wrażeniu, że bezpieczeństwo demokracji zostało podporządkowane bezpieczeństwu politycznemu obozu władzy.

LINK do opracowania PDF Fundacji Panaptykon

Raport przypomina, że Pegasusem inwigilowano m.in. senatora Krzysztofa Brejzę – szefa sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej, adwokata Romana Giertycha, prokuratorkę Ewę Wrzosek czy aktywistkę Klementynę Suchanow. Trudno uznać przypadkiem fakt, że część tych działań miała miejsce w trakcie kampanii wyborczej.

Według danych przedstawionych przez Adama Bodnara, w latach 2017-2022 kontrolę operacyjną z użyciem Pegasusa zastosowano wobec 578 osób. To nie są już pojedyncze „incydenty”. To system.

Najbardziej symboliczna pozostaje sprawa Krzysztofa Brejzy. Jak wskazuje raport, z jego telefonu wykradziono około 80 tysięcy wiadomości SMS, hasła do dziesiątek usług internetowych, dane lokalizacyjne, e-maile i dokumenty. Co szczególnie bulwersujące – część operacji prowadzono dokładnie w czasie kluczowych etapów kampanii wyborczej 2019 roku.

Były przewodniczący PKW Wojciech Hermeliński ocenił wprost:

„Wybory w 2019 roku, choć nie były sfałszowane, nie były uczciwe”.

To zdanie powinno wywołać polityczne trzęsienie ziemi.

Bo jeśli państwowe służby otrzymują możliwość poznania strategii sztabu opozycji, prywatnych rozmów polityków czy planów działań społecznych protestów, to demokracja przestaje być równym starciem poglądów. Zaczyna przypominać system, w którym jedna strona rozgrywa partię szachów, widząc wszystkie ruchy przeciwnika z wyprzedzeniem.

Raport Panoptykonu pokazuje również coś jeszcze bardziej niepokojącego – ogromną słabość mechanizmów kontroli państwa. Sądy zatwierdzały ponad 99% wniosków służb o kontrolę operacyjną. Często nawet nie wiedząc, że chodzi właśnie o Pegasusa. Sędziowie zeznawali później, że nie byli świadomi skali technologii, którą autoryzowali.

W praktyce wyglądało to tak, jakby demokratyczne państwo prawa powiedziało służbom:
„Róbcie co chcecie – ufamy wam bezgranicznie”.

I właśnie tutaj pojawia się największy paradoks całej sprawy.

Władza tłumaczyła działania troską o państwo. Tymczasem raport wskazuje, że sam Pegasus mógł stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski, ponieważ dane przechodziły przez infrastrukturę kontrolowaną przez izraelskiego producenta NSO Group. Innymi słowy – pod hasłem „obrony państwa” mogło dojść do oddania części wrażliwych danych zewnętrznym podmiotom.

To już nie brzmi jak odpowiedzialna polityka bezpieczeństwa. To brzmi jak polityczna obsesja utrzymania kontroli.

Donald Tusk w czasie kampanii wyborczej ironicznie rozwijał skrót PiS jako:
„Przekupstwo, Inwigilacja, Szantaż”.

Niezależnie od politycznych sympatii trudno dziś nie zauważyć, że „afera Pegasusa” stała się symbolem epoki, w której technologia zaczęła służyć nie obywatelom, ale interesowi jednej „najbardziej właściwej” partii politycznej.

Partii, która najwyraźniej uznała, że dla dobra własnego politycznego powodzenia można podsłuchiwać przeciwników, aktywistów, prawników i krytyków władzy – oczywiście wszystko „dla bezpieczeństwa”, „dla dobra Polski”, „dla demokracji”.

Historia pokazuje jednak, że demokracja kończy się właśnie wtedy, gdy władza zaczyna twierdzić, że tylko ona wie, co jest dla obywateli dobre.

Echo Chorzowa, informacje, wiadomosci, aktualnosci
pinterest